Kilka miesięcy temu piłem kawę z kolekcjonerem, który posiada wszystko – od zabytkowych modeli Submariner po zegarki współczesnych niezależnych marek. Zaczęliśmy rozmawiać o aktualnych trendach rynkowych i po niemal godzinie dyskusji stało się jasne coś interesującego.
Bez względu na to, ile nowych zegarków trafia każdego roku na rynek, ludzie zawsze zdają się wracać do tego samego tematu.
Daytona.
Nie najnowszy GMT-Master II.
Nie najnowszy Submariner.
Nawet nie głośne premiery z targów Watches & Wonders.
Po prostu Daytona.
Obserwowałem to zjawisko wielokrotnie w ciągu ostatniej dekady. Wystarczy wejść na forum zegarkowe, przejrzeć media społecznościowe, odwiedzić salon sprzedaży czy spędzić czas w grupach kolekcjonerskich, by w końcu ktoś wspomniał o modelu Panda Daytona, John Mayer Daytona czy trudno dostępnej edycji Le Mans.
Co ciekawe, repliki zegarków te trafiają w gusta osób o zupełnie różnych osobowościach.
Niektórzy nabywcy szukają wszechstronności.
Inni pragną ekskluzywności.
Jeszcze inni chcą po prostu tej konkretnej Daytony, o której marzą wszyscy.
A jednak wszystkie drogi prowadzą do tej samej kolekcji.
Dziś w rozmowach entuzjastów i kolekcjonerów dominują te oto pięć referencji:
- Rolex Daytona 126500LN
- Rolex Daytona 116500LN
- Rolex Daytona 116508 „John Mayer”
- Rolex Daytona 116506 Ice Blue
- Rolex Daytona 126529LN Le Mans
I po latach spędzonych w towarzystwie kolekcjonerów wydaje mi się, że rozumiem dlaczego.
Model Panda Daytona 126500LN – zegarek, którego nie sposób nie lubić

Są zegarki, które zachwycają od pierwszego wejrzenia.
Są też takie, które zyskują w naszych oczach stopniowo.
Obecny model Rolex Daytona 126500LN plasuje się gdzieś pośrodku.
Gdy po raz pierwszy wziąłem go do ręki, nie poczułem, by działo się coś rewolucyjnego. Rolex nie wymyślił Daytony na nowo. Zegarek wciąż wydawał się znajomy. Zachowano białą tarczę. Pozostał czarny ceramiczny pierścień lunety. Ogólne proporcje pozostały niezwykle zbliżone do tych z poprzednich generacji.
Jednak po kilku dniach noszenia zacząłem dostrzegać pewne szczegóły.
Tarcza sprawia wrażenie bardziej uporządkowanej.
Koperta wydaje się mieć nieco ostrzejsze rysy.
Bransoleta płynniej układa się na nadgarstku. Żadna z tych zmian nie jest sama w sobie przełomowa.

Jednak wszystkie razem tworzą zegarek, który sprawia wrażenie niezwykle kompletnego.
To prawdopodobnie dlatego model 126500LN stał się zegarkiem, który większość ludzi wyobraża sobie, słysząc nazwę „Daytona”.
Jest wystarczająco sportowy na weekendy.
Wystarczająco elegancki na spotkania biznesowe.
I – w przeciwieństwie do wielu współczesnych luksusowych zegarków sportowych – nie sprawia wrażenia, jakby na siłę próbował zaimponować.
Osiągnięcie takiej równowagi jest zaskakująco trudne.
Model 116500LN może stać się przyszłym klasykiem

Kolekcjonerzy często twierdzą, że wolą starsze referencje.
Czasami mają rację.
Czasami kieruje nimi po prostu sentyment.
W przypadku Rolexa Daytona 116500LN uważam jednak, że istnieją ku temu konkretne powody.
Gdy w 2016 roku Rolex wprowadził ceramiczny pierścień lunety, postrzeganie współczesnej Daytony zmieniło się niemal z dnia na dzień.
Listy oczekujących gwałtownie się wydłużyły.
Ceny na rynku wtórnym poszybowały w górę.
Osoby, które wcześniej nie brały pod uwagę zakupu Daytony, nagle zapragnęły ją mieć.
Nawet teraz, lata po zakończeniu produkcji, wielu entuzjastów wciąż szuka modelu 116500LN, zamiast wybierać jego następcę.
Częściowo wynika to z przywiązania.
To właśnie ta Daytona ukształtowała całe pokolenie kolekcjonerów.
Pojawiał się na niezliczonych profilach na Instagramie, okładkach magazynów i w recenzjach na YouTube.
Dla wielu entuzjastów rozpoczynających swoją przygodę z tym hobby był to wymarzony zegarek.
A pierwszych marzeń nie da się tak łatwo zastąpić.
Wciąż słyszę dyskusje kolekcjonerów o tym, czy model 116500LN ma nieco lepsze proporcje niż jego nowszy odpowiednik.
Być może mają rację.
A może nie.
Jednak sam fakt, że debata ta wciąż trwa, mówi wszystko o znaczeniu tego zegarka.
Zegarek, którego status zmienił się z dnia na dzień: John Mayer Daytona

W każdej dziedzinie pasji zdarzają się momenty, gdy opinia publiczna nagle zmienia zdanie.
Rolex Daytona 116508 to jeden z najbardziej fascynujących przykładów, z jakimi się zetknąłem.
Przez lata model Daytona z żółtego złota i z zieloną tarczą pozostawał w katalogu Rolexa nieco w cieniu.
Ludziom się podobał.
Ale niewielu miało na jego punkcie obsesję.
Aż w końcu John Mayer publicznie wskazał go jako przyszły obiekt pożądania kolekcjonerów.
Wszystko się zmieniło.
Ceny poszybowały w górę.
Dostępność zniknęła.
Kolekcjonerzy, którzy wcześniej go ignorowali, nagle zaczęli się nim interesować.

Na pierwszy rzut oka brzmi to irracjonalnie.
Jednak kolekcjonowanie tanie repliki zegarków nigdy nie było w pełni racjonalne.
Prawda jest taka, że ten zegarek od zawsze zasługiwał na uwagę.
Połączenie szlachetnego żółtego złota z głęboką zielenią tarczy ma w sobie ten niepowtarzalny charakter Rolexa.
Zdjęcia rzadko oddają to, jak dynamicznie tarcza prezentuje się na żywo. W pełnym słońcu niemal promienieje. W pomieszczeniu staje się ciemniejsza i bardziej stonowana.
Jest wyrazisty.
Pewny siebie.
I w przeciwieństwie do modeli typu „Panda”, nie udaje subtelnego.
Niektóre zegarki dyskretnie wtapiają się w kolekcję.
John Mayer Daytona staje się jej centralnym punktem.
Nie każdy rozumie model Daytona z tarczą Ice Blue

To może być niepopularna opinia.
Gdybym mógł posiadać tylko jeden model Daytona wykonany ze szlachetnego kruszcu, wybrałbym wersję Ice Blue (116506) zamiast modelu Johna Mayera.
Nie dlatego, że jest rzadszy.
Nie dlatego, że jest droższy.
Ale dlatego, że wydaje mi się ciekawszy.
Rolex zarezerwował tarczę w odcieniu „ice blue” wyłącznie dla modeli platynowych, tworząc natychmiastowe skojarzenie między kolorem a materiałem.
Kolekcjonerzy rozpoznają go bezbłędnie.
Większość osób spoza kręgu pasjonatów nie ma pojęcia, na co patrzy.

Uwielbiam ten kontrast.
Ten zegarek nie krzyczy o luksusie.
On o nim szepcze. Do tego dochodzi kwestia wagi.
Gdy po raz pierwszy zakładasz platynową Daytonę, jej ciężaru nie sposób zignorować.
Stalowe Daytony sprawiają wrażenie lekkich i zwinnych.
Złote Daytony wydają się masywne.
Model 116506 sprawia wrażenie wręcz niezwykle gęstego i ciężkiego.
Niektórzy kolekcjonerzy uważają to za przesadę.
Dla mnie jest to uzależniające.
Jest coś satysfakcjonującego w zegarku, który przy każdym ruchu nadgarstka przypomina o swojej obecności.
Daytona Le Mans to zupełnie inne wrażenia

Od czasu do czasu Rolex wypuszcza na rynek zegarek, który kolekcjonerzy natychmiast zaliczają do osobnej kategorii.
Daytona Le Mans jest właśnie takim modelem.
Dyskusje na jej temat rozpoczęły się w chwili ogłoszenia premiery.
Nie ze względu na specyfikację techniczną.
Nie z powodu nowego materiału.
Ale ze względu na to, co ten model sobą reprezentuje.
Ten zegarek stanowi hołd dla jednego z najważniejszych wyścigów długodystansowych w historii sportów motorowych, a jednocześnie nawiązuje do własnego dziedzictwa wyścigowego modelu Daytona.

Tarcza typu „reverse panda” natychmiast przykuwała uwagę.
Podobnie jak wielkość produkcji.
A gdy kolekcjonerzy uświadomili sobie, jak ograniczona może być dostępność, popyt gwałtownie wzrósł.
Jednak to nie sama rzadkość czyni model Le Mans wyjątkowym.
Chodzi o historię.
Kolekcjonerzy kupują historie w równym stopniu, co zegarki.
Za modelem Le Mans Daytona kryje się jedna z najbardziej wyrazistych historii, jakie Rolex opowiedział w ostatnich latach.
Przypuszczam, że za dwadzieścia lat entuzjaści będą postrzegać ten model jako jeden z tych, które zdefiniowały epokę Daytony.
Dlaczego te pięć modeli dominuje również na rynku replik
Łatwo założyć, że ludzie szukają replik Daytony wyłącznie ze względu na cenę.
W rzeczywistości chodzi o coś więcej.
Większość kupujących poszukuje konkretnego wzornictwa.
Tożsamości.
Uczuć związanych z posiadaniem tego zegarka replikizegarkowedox.
Daytona „Panda” symbolizuje wszechstronność.
Model „John Mayer” – osobowość.
Wersja „Ice Blue” – ekskluzywność.
Model „Le Mans” – unikalność.
Cechy te są istotne na każdym poziomie rynku.
Niezależnie od tego, czy mowa o oryginalnej Daytonie, czy o poszukiwaniu wysokiej klasy szwajcarskich replik, to właśnie te konkretne modele niezmiennie przyciągają najwięcej uwagi.
To nie przypadek.
To dowód na to, że doskonały design zegarka buduje więź emocjonalną.
A to właśnie więzi emocjonalne sprawiają, że kolekcjonerzy wracają po więcej.
Najciekawszym aspektem Daytony nie jest jej mechanizm.
Nie są to listy oczekujących.
Nawet nie wartość przy odsprzedaży.
Chodzi o to, że jedna kolekcja potrafi przemówić do tak wielu różnych osób.
Niektórzy kolekcjonerzy szukają zegarka do noszenia na co dzień.
Inni traktują go jako inwestycję na przyszłość.
Jeszcze inni po prostu pragną modelu, który podziwiali od lat.
Daytona „Panda” 126500LN, legendarna 116500LN, charyzmatyczny „John Mayer”, stonowana „Ice Blue” i nowoczesna „Le Mans” – każda z nich zaspokaja inne pragnienie.
Być może właśnie dlatego Daytona utrzymuje tak silną pozycję.
Nie dlatego, że Rolex stworzył jeden idealny zegarek.
Ale dlatego, że stworzył kilka modeli, które na różne sposoby trafiają do różnych kolekcjonerów. I jakimś cudem, po tych wszystkich latach, entuzjaści wciąż nie mogą przestać o nich mówić.